BLOG

Ahoj rodacy, do wioseł!

/ 0 komentarzy / w Relacje ze spływów
Ahoj rodacy, do wioseł!

Zielony kajak. Żółte wiosła. Niebieska ważka na zielonej trawie. Opuszkami palców dotykam tafli wody. Cichej i spokojnej, która odbija moją pogodną twarz.

A jeszcze wczoraj w zatłoczonym tramwaju tafla szyby odbijała moją naburmuszona minę. Z okazji otrzymania niespodziewanej korespondencji z fotografią i nakazem uiszczenia 200 zł mandatu. Za przekroczenie prędkości. Bo trwały prace drogowe i zignorowałam znak 30km/h. To nic, że cały rok jeżdżę jak ślimak po ulicach i irytuję samą siebie. Mandat za piractwo drogowe otrzymany w imieniu fotoradaru.

Na rzece piractwa kajakowego nie ma. Każdy dwuosobowy kajak napędzany jest siłą ramion i płynie wedle własnych życzeń. A jeśli jest życzenie nie wiosłujemy, nurt rzeki leniwie przemieszcza nas bliżej mety.

Firma z Jędrzejowa jest mistrzem w organizowaniu ucieczek od cywilizacji. Od zatłoczonych ulic, przepełnionych skrzyżowań, złowrogich fotoradarów. Zanieczyszczonego powietrza, od pon. do pt. życia w biegu. Od momentu wrzucenia śpiworów i namiotu do samochodu w piątek popołudniu czas zatrzymuje się dla nas w miejscu. Bez znaczenia czy wyruszamy z Krakowa czy z Katowic. Z północy czy z południa. Po dotarciu na pole biwakowe rozbijamy namioty z pasją i radością dziecka. I chociaż nikt tego głośno nie mówi, jest super, w powietrzu da się wyczuć endorfiny wakacji. Które podsyca wieczorne ognisko i śpiewy przy gitarze. Gwieździste niebo oddala sen, gwieździste niebo integruje wszystkich uczestników spływu. O świcie boso wychodzimy z namiotów i z kubkami idziemy zrobić sobie kawę. Przy butli gazowej kubków stoi kilkanaście. Z niektórych już ktoś popija kawę, inne czekają na wrzątek. Zanim woda się zagotuje dowiemy się kto w nocy spał najmocniej. Trwa głosowanie. Byli tacy, którzy nie słyszeli burzy. Chociaż dobrze bujało „dachem” nad ich głowami. Widocznie mieli sny kolorowe, jak te ważki nad brzegiem rzeki.

Po głosowaniu szkolenie. Jak wiosłować by w kajaku nie było konfliktu. Tyły – napędzają i sterują. Przód – przekazuje tyłom co widzi. Kajakarstwo scala związki, tak sądzę. Porozumienie, współpraca, wspólna strategia. Szybkie podejmowanie decyzji, z której strony omijamy wystający konar. Fantastyczna sprawa. I gdzieś między tym wszystkim czas na rozanielenie, rozbawienie, rozweselenie. Wieczorem trochę poważniejsza mina przy rozbijaniu namiotu, gdy staramy się by wszystkie śledzie znalazły swoje miejsce. Czasami zajmuje nam to więcej czasu niż sąsiadom, bo chłopaki myślami są już przy ognisku. Kuchcą ziemniaki, kiełbasy, chleb. Popijają dobrze schłodzone napoje i wbrew swoim talentom śpiewają Grechutę. Czytelnie śpiewając tylko refreny. Do snu z soboty na niedzielę wygonił nas drobny deszczyk, który bardzo szybko przerodził się w rzęsiste krople deszczu. Biegliśmy przez pole namiotowe w podskokach by nie zawadzić o żadne śledzie i sznurki. Ubaw był po pachy, bo chłopaki biegli przodem i wyglądali prze komicznie. Na mecie wpadli na nasz namiot i z trzema latarkami trzeba było naprawiać daszek. Po wykonanej robocie każdy poszedł do siebie w pełni usatysfakcjonowany, że się nadaje na budowniczego. Namiotów.


Na mecie była plaża.
Na miejscu czekały już nasze bagaże. Z sentymentem opuszczaliśmy Nidę, która nas oczarowała. Czekając na kierowców, których zabrał po samochody bus firmy kajakiem.pl snuliśmy już śmiałe plany kolejnego weekendowego spływu. Pojawiła się też propozycja by zaszaleć i zapisać się na tygodniowy spływ w przyszłym roku. Ale nie zdążyliśmy przegłosować tej propozycji, bo kierowcy już wrócili i po chwili siedzieliśmy w pobliskiej knajpce zajadając się kebabami i zapiekankami. O smaku wakacyjnym.O świcie ze śpiworów wypędził nas skwar. Słońce już dobrze grzało a powietrze było rześkie po nocnych opadach deszczu. Jak w Harrym Potterze, roślinność wyglądała magicznie. Mieszając na ogniu gołąbki przeciągaliśmy się leniwie jak koty. Obserwując jak powoli do życia budzi się cały biwak. Ktoś trzepał śpiwór, ktoś szczotkował zęby, ktoś inny brał poranny prysznic w rzece. Każdy swoim rytmem równo o 10-ej stał przy kajaku gotowy na „niedzielne słowo” od Instruktorów. Krótkie przypomnienie, w którym kajaku jest apteczka gdyby komuś potrzebny był plasterek i ruszyliśmy w nurt. Na początku było ciasno. Z niecierpliwością i chyba tęsknotą wszyscy równo chcieli wejść do rzeki. I tym samym zakorkowaliśmy koryto rzeki. Jednak szybko się zorganizowaliśmy i ruszyliśmy w szeregu, jakbyśmy ze sobą współpracowali od lat.

Wakacyjnie pozdrawiam wszystkich miłośników przyrody, a w pierwszej kolejności kajakarzy ze spływów rzekami świętokrzyskimi. I tych, którzy jeszcze się nie zdecydowali na żaden spływ – odwagi! Z pozycji kajakarza świat wygląda różowo, bez różowych okularów. Nauczmy się obcować z przyrodą i dotleniać nasze organizmy, bo takie postawy zawsze procentują.

Ahoj drodzy rodacy, do wioseł!

Ania – pracownik samorządowy – lat 29

I miejsce w konkursie „RELACJA ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO 2012″