BLOG

Pogoda na kajakach – tego lata nam dopisała

/ 0 komentarzy / w Relacje ze spływów
Pogoda na kajakach – tego lata nam dopisała

Piątek, poranna kawa w pokoju 2×3 metry. Jest trochę przestrzeni, ale siedzimy na jednym fotelu. Na łóżku 80 litrowa torba, w połowie zapakowana, w marynarskie kąpielówki, kapitańskie ręczniki. Z bocznej przegrody wystają buty do wody, pod nimi „na wszelki wypadek” peleryny. Na parkiecie wywietrzony krakowskim powietrzem namiot, śpiwór i materac. Uśmiecham się najmocniej, gdy odwracam głowę w lewą stronę. Na ławie piętrzy się nowe kajakarskie wyposażenie – dmuchane poduszki, kolorowe kubki w tęczowe paski i jeszcze bardziej kolorowy koc piknikowy. Gadżety mojej Rybki. Od kilku lat jeździmy na spływy z firmą z Jędrzejowa i z tej okazji doposażamy się na nasze prywatne święta. Zwłaszcza na urodziny. I od rozpakowania prezentu odliczamy dni do spływu. Dwa miesiące, dwa tygodnie, dwa dni, dwie godziny. Ruszamy. W tym sezonie 102 km na północ. Organizatorzy podesłali mapkę i napisali w którą polną drogę, przed którym mostem, mamy skręcić by trafić na prawy brzeg Nidy. Białej, za rok płyniemy na Czarną. Już postanowione.

Kiedy pakowałem do bagażnika badmintona dobrze grzmiało, kiedy dziewczyny pakowały się na tył samochodu zaczynało padać. Opuszczaliśmy Kraków uciekając przed burzą. Wyścig trwał do Michałowic. Wygraliśmy. Chociaż dobrze nie cisnęliśmy, bo samochód wypchany po dach ograniczał pole widzenia. I nikt z naszej czwórki nie miał ochoty na mandat od Panów z Antolki. W Antolce zawsze łapią na suszarki. A na Bolminie łapią kajakarzy na alkomaty. Instruktorzy o tym informują na szkoleniu – o bezpiecznym wiosłowaniu. Bezpieczeństwo zapewniają i na wodzie i na lądzie. Jeśli ktoś potrzebuje dowodów wystarczy jak rozzłości osę, da się ugryźć i wyjdzie mu uczulenie. Mieliśmy taki przypadek na biwaku. Osa dziabnęła dziewczynę. Bezcenne jest to uczucie, że na takim spływie jest ktoś kto bierze za nas odpowiedzialność. Kto nie tylko ubezpiecza nas w ramach spływuod nieszczęśliwych następstw, ale sam też poczuwa się do tej odpowiedzialności. Gdy dziabnie już chociażby ta osa. Jak musi. Na biwak migiem zawitał właściciel firmy kajakiem.pl i zabrał naszą koleżankę na pogotowie w Jędrzejowie. Po chwili odstawił ją na pole namiotowe całą i zdrową. Po odczuleniu. I zabawa przy ognisku trwała do samego rana. A rano po szkoleniu wiosłowanie po malowniczej rzece i podziwianie z pozycji kajakarza jej lokatorów – setek niebieskich i zielonych ważek, pluskających rybek, szybujących nad nami na niebieskim niebie myszołowów. Moja kobietka w pierwszej chwili uznała ten szybujący cud natury za dużego gołębia. No cóż, Krakowianka ? Złapaliśmy również w obiektyw inne skrzydlate elementy krajobrazu. W tym mającego dla naszych przyjaciół tego lata wyjątkowe znaczenie – bociana. Dostojnego bociana który spacerował w piątek nie opodal namiotów. I w niedzielę natknęliśmy się na równie dostojne dwa boćki na brzegu Nidy, gdy nurt rzeki pchał nasze kajaki leniwie i bezszelestnie. Obserwowaliśmy ich czerwone dzioby z równie wielką ciekawością jak one obserwowały nasze żółte wiosła i zielone kajaki. Boćki, drogie boćki, czekamy na wieści… Dzieci na spływie też były. Urzekła nas mała dziewczynka w pomarańczowym kapoku i kapeluszu w kwiatki. Biegała po łące boso za piłką, jak Tarzan wchodziła do zamkniętego samochodu przez otwarte okno. Nad ogniskiem dwoma rączkami trzymała patyka z bułką, bo ona wsistko siama. Pod czujnym okiem taty. W kajaku tylko nie wiosłowała siama. Ale mieliśmy w grupie Pana w podeszłym wieku, który sam napędzał kajak siłą ramion. I robił to tak zwinnie, że ciężko było mu dorównać.

Spływ kajakowy Białą Nidą

Pogoda tego lata nam dopisała. Dni były słoneczne, ciepłe, wręcz upalne. Wieczorami kąpaliśmy się w rzece przy blasku księżyca. Nocami przychodziło ochłodzenie – w namiocie od błyskawic było jak na techno imprezie. Mocne basy zapewniały grzmoty. I dobrze bujało namiotem. Tak przez godzinę, może krócej. A rano po tej „imprezie” powietrze było rzeźkie i orzeźwiające, zieleń ożywiona, trawa tak przyjemna pod bosymi stopami, że człowiek tylko marzył o tym by to uczucie zachłannie zapakować do plecaka i zabrać ze sobą do domu. Niestety, zabrać się nie udało. Ale wróciliśmy z opalenizną, świetnym samopoczuciem i gitarowymi wspomnieniami. Za rok znowu się spotkamy z nurtem rzeki.

Świętokrzyskie strony są bajeczne. I jak w bajce, jest magicznie. Zachęcam mocno do sprawdzenie tego osobiście.

Mając okazję pozdrawiam serdecznie całą ekipę instruktorów, którzy świetnie potrafili zintegrować grupę i czuwali

nad wszystkim. Wszystkich uczestników spływu po Białej Nidzie 6-8 lipca. I oczywiście naszych przyjaciół którzy z nami

wiosłują od kilku lat. I biwakowe polskie bociany ?

Ahoj załogo kajakiem.pl i świętokrzyscy kajakarze! Do zobaczenie na kolejnym spływie.

Sylwester, lat 31, stolarz

III miejsce w konkursie „RELACJA ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO 2012″