BLOG

„Spływacka” rodzina

/ 0 komentarzy / w Relacje ze spływów
„Spływacka” rodzina

Ółka czyli bee, czyli pszczółka. Bardziej była przyzwyczajona do machania skrzydełkami niż wiosłami, no ale pewne okoliczności zmusiły ją do  pomachania wiosłem. Na spływie kajakowy. Spływy kajakowe miała Ółka obcykane od dzieciństwa. Odkąd po raz pierwszy straciła grunt pod  nogami. W Głęboczku. Wtedy Doktor, jej osobisty ojciec, nauczył ją nie bać się wpadania do wody.
Doktor w ogóle był pływaczem. Czasami wydawało się Ółce, że jest też kolekcjonerem kajaków. Był też kolekcjonerem wrażeń kajakowych. I  tymi spływowo – kajakowymi wrażeniami zaraził Ółkę. A Ółka spływami kajakowymi chciała zarazić Niechcieja. I udało jej się  Niechcieja posadzić w kajaku, nawet wstępnie chcącego.
Rzeka była Wartą. Średnio wartką. Ółka była wtedy zła jak osa. Niechciej był już niechciejący. Zatem dobrali się jak w korcu maku. I jak takie dwa zagubione ziarenka kajakiem popłynęli.

Spływ ów prowadziła polska mistrzyni. Z mnóstwem medali. Ółka i Niechciej jedyny medal, który by dostali, byłby za niezgodę. Ółka machała wiosłem w lewo, Niechciej w prawo. Niechciej kontrował z lewej, Ółka z prawej. Tym kajakiem. Obijali się od brzegu do brzegu, a na tym odcinku rzeka Warta jest szeroka. Zwłaszcza dla kajaków.
Okoliczności przyrody były piękne. Mniej piękne było to spływanie Ółki i Niechcieja, bo cały spływ słyszał, że osobiście mają ochotę wrzucić się do wody i potopić. Niekoniecznie przy wywrotce kajakiem.
I spotkali wtedy inny spływ. I Przyjaciela doktora, osobistego ojca, do którego Ółka czuła wielki szacunek. I nagle coś się zmieniło poczuli, że to ich wspólna przygoda. Pierwszy spływ Niechcieja. Pierwszy spływ ich wspólny. Pierwsze zmagania się z wodą. Pierwsza próba synchronizacji wioseł. Pierwsze bycie ” kapitanem” i ” majtkem”.
Ółka zagryzła zęby. Niechciej zatrzymał za zębami język. Płynęli. To nic, że nawigacja w telefonie rejestrowała obijanie się kajakiem od brzegu do brzegu. Płynęli. Byli w końcu na spływie kajakowym, razem.  Z kajaka wysiedli już uśmiechnięci. Niechciej podał Ółce rękę żeby sie z owego kajaka nie wykopyrtnęła. A potem zaczęli myśleć o kolejnym spływie kajakowym. I jak zwykle osobisty ojciec Ółki możliwość kolejnego spływu kajakowego im zgotował.
Oboje pełni byli obaw ale też majtali nóżkami z ekscytacji. Chcieli znów coś razem przeżyć . I przeżyli. Tym razem na nowym spływie kajakowym oboje machali równo wiosłem. Kontrował Niechciej, bo poczytał w internecie o wiosłowaniu i już w teorii wiedział o co chodzi. Uczył się teraz w praktyce, a Ółka w praktyce zaczęła być księżniczką swojego kapitana. Płynęli. Równo i razem. I nagle zatrzymali się. Na drzewie. Takim, co leżało na środku rzeki. I było nie do przepłynięcia. I wtedy okazało się, że są już zespołem. Oboje wyskoczyli do wody. Przenieśli kajak. I stojąc tak w rzece pomagali przenosić kajaki wszystkim, którzy tego potrzebowali. Z ich spływu i z tych innych też. Bo tego dnia dołączyli do spływackiej rodziny. Czyli trochę jak w mafii. Jeden za wszystkich wszyscy za jednego. I od tego dnia Ółka i Niechcej wiedzieli, że za swoją wodniacką drużyną i rodziną staną z wiosłami murem. Tak się stało, że spływ kajakiem dał im siłę. Siłę dla każdego z nich i siłę do wzmocnienia związku. I tak podbudowani popłynęli na następny spływ. I będą na kolejnych. Żeby razem płynąć rzeką. Rzeką pełną wyzwań, którą też jest życie.

Barbara – copywriter – 36 lat

II miejsce w konkursie „RELACJA ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO 2013″