BLOG

Spływ kajakowy Wartą – lipiec 2011

/ 0 komentarzy / w Relacje ze spływów
Spływ kajakowy Wartą – lipiec 2011

Nie ważne kim jesteś, nie ważne co robisz na co dzień. Jak bardzo biegasz za codziennymi sprawami, jak bardzo chcesz od życia więcej. Na spływie kajakowym odpoczywasz od stechnicyzowanego świata. Od podłączonego do ładowarki telefonu, otwartego komputera, trzaskających szuflad ze sprawami na cito do załatwienia. Łapiesz oddech, dostajesz dawkę tlenu, która pachnie wyczekiwanym od dawna latem. Bez względu na to, czy słońca jest jak na lekarstwo, czy brązowiejesz od jego promieni w oczach, wracasz do domu rozanielony, bo miałeś czas pobyć sam ze sobą. Chociaż kajaków na rzece nie brakuje, a każdy z nich jest dwuosobowy.

Piątek popołudniu, jeden z tych ulubionych w roku. Pakujemy torbę, wrzucamy do bagażnika śpiwory, karimaty i namiot. Obowiązkowo kiełbasę na ognisko i przynajmniej kilogram ziemniaków – kartofli – pyrek, które pieczone na spływie prawdopodobnie smakują lepiej od pieczonego barana na dworze królewskim w Buckingham. Zamykamy drzwi na dolny zamek i opuszczamy miasto na 48h. Fantastyczne 48h bez elektrycznej gitary sąsiadów i ich ujadającego psa pod drzwiami. Na biwak dojeżdżamy pod wieczór, łatwiej rozbić namiot przed zmrokiem. Aczkolwiek z doświadczenia wiemy, że po zmroku rozbicie nawet pięcioosobowego namiotu to żaden wyczyn. Zdarzyło się kiedyś, że taki namiot był rozkładany z czterema latarkami i siedmioma ochotnikami do pomocy. Integracja na spływach jest bardzo silna od pierwszego „dzień dobry” po dotarciu na pole biwakowe. Więzi się zacieśniają, gdy ognisko zaczyna płonąć, a gdy dogasa każdy każdemu mówi „dobranoc”. Ciszę nocną przerywa tylko chrapanie z namiotu obok. I zaręczam, że cudze chrapanie może być w takim miejscu bardzo urokliwe. Podobnie jak ta rosa pod bosymi stopami w sobotę o świcie. Szkolenie przed spływem z podstawowych zasad bezpieczeństwa było wyznaczone na godz.11. Ta godzina dała nam czas na miłe śniadanie z pozostałymi uczestnikami spływu i leniwą kawę nad brzegiem rzeki.
Aktywna turystyka jest najwspanialszą formą spędzania wolnego czasu jaką znam. Daje satysfakcję i uczucie wolności. Słowa są na wyczerpaniu, gdy człowiek próbuje opisać, co mu daje obcowanie z przyrodą na takim spływie. Żadna książka, żaden atlas, nie opiszą nigdy w tak fantastyczny sposób przyrody, w jaki możemy ją podziwiać z punktu widzenia kajakarza. Zachęcam do sprawdzenia tej informacji osobiście.Rozpiętość wiekowa kajakarzy w naszej grupie była duża. Jednak w takich miejscach jak spływy kajakowe te różnice zacierają się zupełnie. Przoduje dobry humor i uśmiechy na twarzach wszystkich wiosłujących. Nawet tych, którzy zaliczyli wywrotkę na wodzie. Co jest dla mnie zagadką niesłychaną, bo wywrócić kajak na wodzie nie jest rzeczą prostą. Gdyby było, nie pokochałabym tej formy spędzania wolnego czasu. Nie potrafię pływać. Organizator jednak zaopatruje każdego w kamizelkę ratunkową w myśl zasady „dmuchać na zimne”. I chociaż te kamizelki naprawdę rzadko mają kontakt z wodą, to jednak dają bezcenne poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza zarzucone na skąpe stroje kąpielowe.  Po śniadaniu pakujemy sprzęt do samochodu odpowiedzialnego za transport naszych rzeczy na drugie pole biwakowe. Zajmuje nam to nie więcej niż pół godziny. Pozbawieni bagażu wsiadamy do kajaków. Wiosłując, dryfując, stajemy się częścią dzikiej przyrody. Stajemy się obserwatorami. Mijamy wędkarzy w ciszy wpatrujących się w wodę; niebieskie ważki, które tylko w sobie znanym celu przelatują z jednej trawy na drugą; pluskające ryby nad taflą wody. Wsłuchujemy się w szum drzew i traw. Odpoczywamy. A wieczorem zasypiamy z pięknymi obrazami w głowie by o świcie w niedzielę pokonać drugi odcinek rzeki. By zrobić jeszcze aparatem fotograficznym kilka ujęć dzikich kaczek,  mostu pod którym przepływamy, widowiskowego zakrętu na rzece.  Czasami na trasie można spotkać inne grupy kajakarzy. I chociaż rzeka to nie wybieg mody dla kajaków, to nie da się ukryć, że kajaki z wypożyczalni w Jędrzejowie prezentują się po prostu świetnie. Na mecie żegnamy się z nimi z sentymentem.

Mając również okazję pozdrawiam wszystkich kajakarzy ze spływu Wartą 29-31 lipca 2011. Na czele z panem Sadowskim i jego snopkiem słomy, który służył mu za poduszkę w namiocie. I wielkie podziękowanie dla „Wuja” na etacie kierowcy w firmie kajakiem.pl za miłe przyjęcie i jak co roku pomoc w sprawach technicznych. Do zobaczenia za rok!  Ahoj!

 

Agata,  lat 28 , sprzedawca

II miejsce w konkursie „RELACJA ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO 2011″