BLOG

Wiosłem, wiosłem ją dobijcie! – czyli nasz kajakowy pierwszy raz

/ 0 komentarzy / w Relacje ze spływów
Wiosłem, wiosłem ją dobijcie! – czyli nasz kajakowy pierwszy raz

Zaczynając od marzeń – o zachodzie słońca nad rzeką, delikatnym plusku wody i stuku wioseł o burty kajaka, o iskrach strzelających
z ogniska wysoko do nocnego nieba – narażasz się na brutalne zderzenie z rzeczywistością…

Na początku była rezerwacja. W kwietniu. Dokonując rezerwacji na spływ kajakowy w kwietniu, na bank zapomnisz o niej w sierpniu, czyli w  planowanym terminie wyjazdu. W związku z tym, w piątkowy wieczór, zamiast palić na rakotwórczy węgiel kiełbaski w zapewne ciekawym  towarzystwie, biegasz w panice po domu szukając zaginionej karimaty/latarki/śpiwora, usiłując nie zwracać uwagi na szyderczy rechot swojego  faceta, który woli spędzać czas na kanapie, a Twój pęd do przygody nazywa fanaberią czterdziechy, lub gorzej. W końcu pakujesz takie ilości  (nie)zbędnych rzeczy, że nie możesz domknąć bagażnika w samochodzie. Żeby nie było zbyt przyjemnie, następuje totalne załamanie pogody –  w miejsce dotychczasowego słoneczka i 30 stopni w cieniu mamy ponure chmury i obietnicę burzy z gradem. W drodze na biwak błądzisz; nie  mogąc dojść do porozumienia z nawigacją pakujesz się w jakąś miedzę i kontemplujesz szczegółowo dostojne krowie zady, przemieszczające się  niespiesznie przed maską Twojego samochodu na odcinku drogi pomiędzy czymś a gdzieś. To, że w końcu dotarłyście we właściwe miejsce w przyzwoitym czasie, dałaś radę za trzecim podejściem skorzystać ze sławojki (dziecko, o dziwo, nie miało z tym problemów) i wsiadłaś do kajaka nie wpadając do wody, bynajmniej nie czyni z Ciebie bohaterki. Przed Tobą długie godziny wiosłowania – jakoś do Ciebie nie dotarło, że w romantycznych relacjach kajakarek zawsze wiosłował umięśniony przystojniak, a one ozdobnie zwieszały nogi przez burty… Płyniesz na ślepo, albowiem okularnicy w deszczu są jak dzieci we mgle; w dodatku z mokrym tyłkiem, a gdy zmuszona przez matkę naturę i wychłodzony pęcherz musisz wskoczyć w przybrzeżne krzaki, twoje pośladki nawiążą bliski kontakt z całą masą żyjątek, których nazw nie sposób powtórzyć… Dopłynąwszy na biwak, wzbudzisz sensację rozstawiając namiot do góry dnem, albo pytając o najbliższy postój taksówek w celu pośpiesznej ucieczki bez względu na konsekwencje i koszty. Okaże się także, że masz fobię na tle butli gazowych, które z pewnością wybuchną, i nie potrafisz umyć zębów nie wisząc nad umywalką, skutkiem czego jesteś upstrzona plamkami z pasty. Zachwycone traperskimi warunkami dziecko nie myje zębów w ogóle. Nocą nie zauważysz morza gwiazd, skupiona na uwierających Cię w plecy szyszkach (bo jednak nie znalazłaś karimaty), a przy ognisku nie zabłyśniesz – śpiewasz tylko „Sto lat” na weselach, tak mniej więcej melodyjnie jak pewna diva polski hymn. Inni śpiewają, ale nie jesteś w stanie tego usłyszeć, bo coś wpełzło Ci do ucha, i gdy wszyscy siedzą przy ognisku a pieśń niekoniecznie turystyczna się niesie po rzece, Ty biegasz dookoła obozowiska jak rozczochrany duch (zapomniałaś grzebienia, ale za to zabrałaś romantyczną koszulę nocną z falbankami), potykając się o namiotowe linki, oganiając paczką zupki chińskiej od miliona stworzeń, które chcą się koniecznie z Tobą zaprzyjaźnić. Zamiast pieśni z gardła co rusz wyrywa Ci się cienki kwik w stylu Prosiaczka, ale w pobliżu brak jest Puchatka, który przygarnąłby Cię do włochatego torsu i ochronił przed groźną przyrodą.

Ale jeśli przeżyjesz to wszystko, ratując się resztkami poczucia humoru i honoru (wszak na to wszystko patrzy Twoja lekko zniesmaczona córka i  pobiera wątpliwe wzorce osobowe), to… będzie jak w bajce. W słońcu rzeka odsłoni przed Wami swoje szuwarowe zakątki, na  spotkanie wypłyną  stadka kaczek, a podmyte drzewa ustawią się w malowniczą bramę. Zauważysz, że ludzie są przyjaźni, pomocni  i sympatyczni, nikt Cię jeszcze nie  walnął wiosłem i nie wepchnął do wody, choć zadajesz głupie pytania i wleczesz się w ogonie grupy. Nagle  kajak, wczoraj narowisty, posłusznie  popłynie w żądanym kierunku, i będzie tak pięknie, że zapomnisz o bólu ramion. I usłyszysz od
zachwyconego dziecięcia, że była to wspaniała  przygoda. Wasza przygoda. I zechcesz popłynąć jeszcze raz, jak my – zakajakowane.

 

Ola – urzędnik – lat 43

 

I miejsce w konkursie „RELACJA ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO 2013″